Skoczów 10.10.2026 r.
W sobotę 10.10.2026 r. o godz. 14:00 z naszego kościoła
w Skoczowie ruszył Spacer papieski pod hasłem „Skoczowskimi śladami Jana Pawła II”. W związku z tym, że 22.05.1995 r. – czyli ponad 31 lat temu pielgrzymka papieża Jana Pawła II rozpoczęła się od modlitwy ekumenicznej w naszym kościele, zostaliśmy poproszeni o to, aby spacer również mógł się rozpocząć od spotkania ekumenicznego w naszym kościele.
Program w naszym kościele przygotował i prowadził proboszcz – ks. dr Alfred Borski, a składały się na niego następujące punkty:
- Powitanie: Andrzej Bacza – prezes Stowarzyszenia Musica Sacra;
- Pieśń pt.: “Barka” przy akompaniamencie gitary;
- Prezentacja zdjęć z wizyty Jana Pawła II w skoczowskim kościele ewangelickim;
- Rozważanie Słowa Bożego na teksty: J 17,21 i J 13,35;
- Wspomnienia z wizyty JP II: Anna Stefaniak-Bacza;
- Pieśń pt.: “Liczę na Ciebie, Ojcze” z akompaniamentem gitary.
Następnie uczestnicy spaceru udali się na Kaplicówkę, gdzie o przygotowaniach i samej wizycie m. in. opowiedzieli: Andrzej Bacza, Anna Stefaniak-Bacza i ks. dr Roman Sala – administrator Parafii Rzymskokatolickiej Pw. Św. Ap. Piotra i Pawła w Skoczowie.
Zdjęcia: Bartłomiej Kukucz
TEKST ROZWAŻANIA SŁOWA BOŻEGO wygłoszonego przez ks. dr. Alfreda Borskiego:
„Aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w tobie,
aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś”.
(J 17,21)
„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi,
jeśli miłość wzajemną mieć będziecie”.
(J 13,35)
Drodzy Bracia i Siostry – uczestnicy spaceru „Skoczowskimi śladami Jana Pawła II”!
W życiu człowieka są takie wydarzenia, które choć trwają zaledwie kilka chwil, pozostawiają ślad na długie lata. Są spotkania, których znaczenie wykracza daleko poza czas i miejsce, w którym się odbyły. Są wreszcie gesty, które przemawiają mocniej niż wiele wypowiedzianych słów.
Takim wydarzeniem było niewątpliwie spotkanie, które miało miejsce właśnie tutaj, w tym kościele, 22 maja 1995 roku.
Tego dnia papież Jan Paweł II, przybywając do Skoczowa, aby sprawować Mszę Świętą na wzgórzu Kaplicówki, zapragnął najpierw spotkać się na wspólnej modlitwie z ewangelikami. To było jego osobiste życzenie. W tej świątyni spotkali się przedstawiciele dwóch Kościołów, które choć mają za sobą trudną historię podziałów, łączy przecież znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.
Łączy nas bowiem przede wszystkim Jezus Chrystus — nasz Pan i Zbawiciel. Łączy nas wiara w Boga Ojca, Syna i Ducha Świętego. Łączy nas chrzest, łączy nas Ewangelia, łączy nas modlitwa, którą pozostawił nam sam Chrystus.
I właśnie tutaj, w tej świątyni, ponad trzydzieści lat temu, to, co nas łączy, stało się ważniejsze od tego, co nas dzieli.
Jan Paweł II, przemawiając wówczas do zgromadzonych, powiedział, że choć spotkanie jest krótkie, jego znaczenie jest niezwykle doniosłe. Podkreślił, że jest ono świadectwem wspólnego pragnienia poszukiwania dróg do jedności chrześcijan.
Co szczególnie wymowne, papież przywołał wtedy właśnie słowa modlitwy Pana Jezusa z siedemnastego rozdziału Ewangelii Jana: „Aby wszyscy byli jedno”.
Dzisiaj, kiedy rozpoczyna się „Spacer skoczowskimi śladami Jana Pawła II”, wracamy do tamtego wydarzenia. Ale nie czynimy tego jedynie po to, aby wspominać historię, choć jest ona ważna i godna pamięci.
Powracamy do tego miejsca również po to, aby zapytać: Co dzisiaj pozostało z tamtego spotkania? Co z tamtego przesłania powinno być nadal żywe w naszych sercach, w naszych Kościołach, w naszych rodzinach i w naszym społeczeństwie?
Bo przecież słowa Pana Jezusa: „Aby wszyscy byli jedno” nie straciły nic ze swojej aktualności.
Powiedziałbym nawet więcej: w świecie, w którym przyszło nam dzisiaj żyć, nabierają one szczególnego znaczenia.
Moi Drodzy! Żyjemy w czasach niezwykłych możliwości, ale również ogromnych niepokojów i sprzeczności.
Z jednej strony człowiek osiągnął tak wiele. Rozwijają się nauka, medycyna, technologia. Potrafimy komunikować się z ludźmi na drugim końcu świata, pokonywać ogromne odległości, zdobywać wiedzę, o której poprzednie pokolenia mogły jedynie marzyć.
A z drugiej strony coraz częściej okazuje się, że pomimo tych wszystkich osiągnięć człowiekowi brakuje tego, co najważniejsze: poczucia sensu, bezpieczeństwa, miłości, wzajemnego zaufania i szacunku.
Z jednej strony słyszymy coraz głośniejsze głosy, że Kościół, wiara i religia powinny zostać zepchnięte na margines życia społecznego. Że są sprawą wyłącznie prywatną. Że współczesny człowiek może doskonale poradzić sobie bez Boga, bez Ewangelii, bez chrześcijańskich wartości.
Oczywiście, nie możemy nikomu narzucać wiary. Wiara jest darem, a nie przymusem. Musimy również uczciwie przyznać, że czasami sami chrześcijanie, poprzez swoje niewłaściwe postępowanie, przyczyniają się do utraty zaufania do Kościoła.
Ale jednocześnie warto zapytać: Co stanie się ze społeczeństwem, jeżeli zacznie brakować w nim miłości bliźniego, odpowiedzialności za drugiego człowieka, szacunku dla ludzkiego życia, przebaczenia i troski o słabszych?
Nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o dramatycznych wydarzeniach, które w ostatnim czasie wstrząsnęły naszym krajem. O brutalnych atakach w szkołach, o przemocy, której ofiarami stają się niewinni ludzie, o tragediach rozgrywających się tam, gdzie dzieci i młodzież powinny czuć się bezpiecznie.
Z ogromnym bólem przyjmujemy wiadomości o takich wydarzeniach. Myślimy o ofiarach, ich rodzinach, nauczycielach i wszystkich, którzy doświadczyli strachu i cierpienia.
Nie wolno nam oczywiście sprowadzać przyczyn tych tragedii do jednego prostego wyjaśnienia. Nie możemy powiedzieć, że stało się tak tylko dlatego, że ktoś odszedł od wiary. Problemy przemocy są znacznie bardziej złożone.
Ale te dramatyczne wydarzenia powinny skłaniać nas do poważnej refleksji nad tym, jakie wartości przekazujemy młodemu pokoleniu.
Czy uczymy młodych ludzi szacunku dla życia? Czy uczymy ich odpowiedzialności za słowa i czyny? Czy pokazujemy, jak rozwiązywać konflikty bez przemocy? Czy potrafimy zauważyć człowieka samotnego, zagubionego, odrzuconego?
I czy dajemy im przykład miłości, o której tak wiele mówimy?
• Bo przecież nie wystarczy powiedzieć młodemu człowiekowi: „Szanuj innych”, jeśli samemu nie okazuje się szacunku.
• Nie wystarczy powiedzieć: „Nie odpowiadaj złem na zło”, jeśli każdego dnia słyszy on od dorosłych słowa pogardy, nienawiści i poniżenia.
Młode pokolenie potrzebuje nie tylko dobrych pouczeń. Potrzebuje przede wszystkim dobrych przykładów.
I tutaj pojawia się kolejna sprzeczność naszego świata.
Z jednej strony tak bardzo potrzebujemy autorytetów. Ludzi, którym można zaufać. Ludzi, którzy swoim życiem pokazują, czym są uczciwość, odpowiedzialność, prawda i służba drugiemu człowiekowi.
A z drugiej strony jesteśmy świadkami nieustannego podważania autorytetów.
Widzimy, jak w politycznych sporach, w walce o władzę i wyborczy elektorat, coraz częściej nie liczy się już dobro wspólne, lecz doraźna korzyść.
Podważany jest autorytet sądów, urzędów państwowych, premiera, prezydenta, instytucji, które powinny służyć całemu społeczeństwu, niezależnie od politycznych przekonań.
Niestety, podobny kryzys zaufania dotyka również Kościołów.
Nie oznacza to, że instytucje czy osoby sprawujące ważne funkcje nie powinny podlegać krytyce. Przeciwnie, odpowiedzialna krytyka jest potrzebna. Autorytet nie może oznaczać bezkarności.
Ale czym innym jest uczciwe wskazywanie błędów, a czym innym nieustanne niszczenie zaufania, ośmieszanie, poniżanie i wzajemne oskarżanie.
Bo jeśli wszystko zostanie zakwestionowane, jeśli nikt nie będzie godny zaufania, jeśli każdy autorytet zostanie zburzony, to na czym młody człowiek ma budować swoje życie?
Komu ma wierzyć? Za kim ma podążać?
I wreszcie trzecia sprzeczność.
Z jednej strony wszyscy mówimy, jak bardzo pragniemy pokoju.
Modlimy się o pokój. Organizujemy konferencje, spotkania, podejmujemy dyplomatyczne wysiłki.
A z drugiej strony obserwujemy światowych przywódców, ludzi podejmujących decyzje mające wpływ na losy milionów, którzy niejednokrotnie zachowują się — mówiąc obrazowo — jak słonie w składzie porcelany.
Jedno nieodpowiedzialne słowo, jedna pochopna decyzja, jeden gest pogardy może zniszczyć to, co inni budowali przez wiele lat.
Za wielkimi politycznymi deklaracjami kryją się przecież konkretni ludzie. Rodziny, dzieci, starsi, chorzy. Ludzie, którzy pragną po prostu spokojnie żyć, pracować, wychowywać swoje dzieci i nie bać się jutra.
I właśnie w takim świecie, pełnym napięć, podziałów, nieufności i niepokoju, rozbrzmiewają słowa Pana Jezusa:
„Aby wszyscy byli jedno”.
Drodzy Bracia i Siostry!
Warto zauważyć, kiedy Pan Jezus wypowiada te słowa.
Nie czyni tego w chwili triumfu. Nie wypowiada ich wtedy, gdy tłumy wiwatują na Jego cześć.
Wypowiada je w przeddzień swojej męki i śmierci, w modlitwie skierowanej do Ojca.
Jezus wie, co Go czeka. Wie, że zostanie zdradzony, opuszczony, osądzony i ukrzyżowany.
A jednak w tej niezwykłej chwili modli się za swoich uczniów. I nie tylko za nich, ale także za tych, którzy dzięki ich świadectwu uwierzą w Niego.
A więc również za nas.
Modli się o jedność.
I dodaje coś niezwykle ważnego:
„Aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś”.
Zwróćmy uwagę na ten związek.
Jedność uczniów Chrystusa ma być świadectwem dla świata.
To znaczy, że sposób, w jaki odnosimy się do siebie nawzajem, ma znaczenie nie tylko dla nas samych. Ma znaczenie również dla tych, którzy stoją z dala od Kościoła, którzy wątpią, którzy poszukują, a może nawet odrzucają wiarę.
Bo jak świat ma uwierzyć w Boga miłości, jeżeli chrześcijanie nie potrafią okazywać sobie miłości?
Jak mamy głosić Ewangelię pojednania, jeżeli sami nie potrafimy się pojednać?
Jak mamy przekonywać o wartości przebaczenia, jeżeli sami pielęgnujemy urazy?
Jak mamy mówić o pokoju Chrystusowym, jeżeli w naszych rodzinach, parafiach i społecznościach nie potrafimy żyć w pokoju?
To są pytania, przed którymi nie możemy uciec.
I są to pytania skierowane do nas wszystkich — zarówno ewangelików, jak i katolików oraz do członków innych Kościołów, do duchownych i świeckich, do każdego, kto nazywa siebie uczniem Jezusa Chrystusa.
Jedność, o którą modli się Jezus, nie oznacza przecież, że mamy udawać, iż nie istnieją między nami różnice.
One istnieją. Mamy różne tradycje, różne rozumienie niektórych zagadnień wiary, różne doświadczenia historyczne.
Ale różnice nie muszą prowadzić do wrogości.
Można być wiernym własnemu wyznaniu, a jednocześnie szanować człowieka, który należy do innego Kościoła.
Można rozmawiać o tym, co nas dzieli, nie zapominając o tym, co nas łączy.
Można zachować własną tożsamość, a jednocześnie wyciągnąć rękę do drugiego człowieka.
I właśnie taką lekcję pozostawiło nam spotkanie z 22 maja 1995 roku.
Papież Jan Paweł II nie przyszedł tutaj po to, aby zacierać istniejące różnice wyznaniowe. Przyszedł, aby wspólnie się modlić i dać świadectwo, że ponad naszymi podziałami stoi Jezus Chrystus.
A to świadectwo jest dzisiaj równie potrzebne jak wtedy.
Drodzy!
W tym miejscu warto przywołać drugi z odczytanych dzisiaj wersetów:
„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie”.
Zauważmy, czego Pan Jezus NIE powiedział.
• Nie powiedział: „Po tym poznają, że jesteście moimi uczniami, że będziecie mieli najpiękniejsze świątynie”.
• Nie powiedział: „Po tym poznają, że jesteście moimi uczniami, że będziecie organizować największe uroczystości”.
• Nie powiedział nawet: „Po tym poznają, że jesteście moimi uczniami, że będziecie potrafili pięknie mówić o Bogu”.
Powiedział coś znacznie prostszego, a zarazem o wiele bardziej wymagającego:
„Jeśli miłość wzajemną mieć będziecie”.
To właśnie miłość jest znakiem rozpoznawczym ucznia Chrystusa.
Nie oznacza to, że nauka Kościoła, wyznanie wiary, nabożeństwo czy modlitwa są nieważne. Przeciwnie — są niezwykle ważne.
Ale nasza wiara powinna znajdować swoje potwierdzenie w codziennym życiu.
• Można bowiem znać na pamięć wiele fragmentów Pisma Świętego, a jednocześnie ranić drugiego człowieka swoim słowem.
• Można regularnie uczestniczyć w nabożeństwach, a po wyjściu z kościoła traktować innych z pogardą.
• Można pięknie mówić o chrześcijańskich wartościach, a jednocześnie zapominać o uczciwości, prawdomówności i odpowiedzialności.
I właśnie dlatego świat potrzebuje dzisiaj nie tylko ludzi, którzy będą mówić o Chrystusie, ale przede wszystkim takich, w których życiu będzie można dostrzec Chrystusa.
• Człowiek, który przebacza, choć został skrzywdzony, daje świadectwo Ewangelii.
• Człowiek, który potrafi pomóc potrzebującemu, nie pytając najpierw o jego wyznanie, poglądy czy pochodzenie, daje świadectwo Ewangelii.
• Człowiek, który w czasach powszechnej agresji zachowuje szacunek wobec tych, z którymi się nie zgadza, daje świadectwo Ewangelii.
• Rodzice, którzy uczą dzieci miłości nie tylko słowami, ale własnym przykładem, dają świadectwo Ewangelii.
• I chrześcijanie różnych wyznań, którzy potrafią wspólnie się modlić, rozmawiać i działać dla dobra innych, również dają świadectwo Ewangelii.
Takie świadectwo jest przekonujące.
Takie świadectwo jest wiarygodne.
Bo za słowami idą czyny.
Oczywiście, jako chrześcijanie doskonale wiemy, że nie jesteśmy ludźmi doskonałymi.
Wszyscy popełniamy błędy. Wszyscy potrzebujemy przebaczenia. Wszyscy potrzebujemy Bożej łaski.
I właśnie dlatego centrum naszej wiary nie może stanowić żaden człowiek, żadna instytucja ani żaden ziemski autorytet.
W centrum naszej wiary musi stać Jezus Chrystus.
• Ten, który NIE przyszedł po to, aby Mu służono, lecz aby służyć.
• Ten, który nie odpowiadał nienawiścią na nienawiść.
• Ten, który pochylał się nad słabymi, chorymi, odrzuconymi i grzesznymi.
• Ten, który oddał swoje życie na krzyżu za każdego człowieka.
Za ewangelika i katolika.
Za wierzącego i wątpiącego.
Za tego, który stara się żyć blisko Boga, i za tego, który od Niego odszedł.
Krzyż Chrystusa przypomina nam bowiem, że Boża miłość nie jest jedynie piękną ideą. Jest rzeczywistością potwierdzoną ofiarą.
I to właśnie z tej miłości rodzi się nasza zdolność do miłowania innych.
Nie zbawiamy się przecież własną dobrocią. Zbawienie jest darem Bożej łaski, przyjmowanym przez wiarę w Jezusa Chrystusa.
Ale wiara, która rzeczywiście ufa Chrystusowi, nie pozostaje bezowocna.
Ona przemienia serce. Uczy pokory, przebaczenia, odpowiedzialności i miłości bliźniego.
Dlatego tak bardzo potrzebujemy dzisiaj powrotu do źródła naszej wiary — do Pisma Świętego.
Potrzebujemy Biblii nie tylko jako księgi stojącej na półce, nie tylko jako rodzinnej pamiątki czy elementu chrześcijańskiej tradycji.
Potrzebujemy Biblii otwartej, czytanej, rozważanej.
Potrzebujemy Słowa Bożego, którego chcemy słuchać — nie tylko wtedy, gdy potwierdza nasze przekonania, ale również wtedy, gdy nas napomina, koryguje i wzywa do zmiany życia.
Bo właśnie przez swoje Słowo Bóg prowadzi nas do Chrystusa.
A Chrystus uczy nas patrzeć na drugiego człowieka nie jak na przeciwnika, którego trzeba pokonać, lecz jak na bliźniego, którego należy szanować i kochać.
Drodzy Bracia i Siostry!
Za chwilę wyruszymy na spacer śladami Jana Pawła II.
Będziemy przemierzać miejsca związane z jego obecnością w Skoczowie. Będziemy wspominać wydarzenia sprzed ponad trzydziestu lat.
Ale chciałbym, abyśmy z tego miejsca zabrali ze sobą coś więcej niż tylko historyczne wspomnienie.
Abyśmy zabrali ze sobą pytanie:
• Jakie ślady my pozostawiamy po sobie?
• Jakie ślady pozostawiamy w sercach naszych bliskich?
• Jakie ślady pozostawiamy w życiu naszych dzieci i wnuków?
• Jakie ślady pozostawiamy w naszych parafiach, w naszym mieście, w naszej Ojczyźnie?
Czy są to ślady miłości, pojednania, szacunku i dobra?
Czy może ślady gniewu, podziałów, wzajemnych pretensji i niechęci?
Bo przecież każdy z nas, każdego dnia, pozostawia po sobie jakiś ślad.
I od nas zależy, czy będzie to ślad, który drugiego człowieka przybliży do Chrystusa, czy może od Niego oddali.
Niech więc dzisiejsze spotkanie będzie nie tylko powrotem do pięknej historii ekumenizmu w naszym mieście.
Niech będzie również odnowieniem naszego wspólnego zobowiązania do dawania dobrego świadectwa wiary.
• Świadectwa, które nie polega na udowadnianiu własnej wyższości.
• Świadectwa, które nie buduje murów, ale pomaga budować mosty.
• Świadectwa, które nie rezygnuje z prawdy, ale głosi ją z miłością.
• Świadectwa, które pokazuje, że pomimo istniejących między nami różnic potrafimy wspólnie stanąć przed Bogiem, wspólnie modlić się o pokój, wspólnie troszczyć się o człowieka i wspólnie wyznawać Jezusa Chrystusa jako naszego Pana i Zbawiciela.
Niech słowa wypowiedziane przez Chrystusa w modlitwie do Ojca pozostaną dla nas nieustannym wezwaniem:
„Aby wszyscy byli jedno”.
A słowa skierowane do uczniów niech staną się miarą naszej codziennej wiary:
„Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie”.
Bo być może właśnie tego najbardziej potrzebuje dzisiejszy świat.
• Nie kolejnych głośnych sporów.
• Nie kolejnych oskarżeń.
• Nie kolejnych deklaracji, za którymi nie idą czyny.
Ale ludzi, którzy naprawdę wierzą w Jezusa Chrystusa i których wiara staje się widoczna w ich życiu.
Ludzi, którzy potrafią kochać.
Ludzi, którzy potrafią przebaczać.
Ludzi, którzy potrafią budować pokój.
Ludzi, którzy swoim postępowaniem dają innym powód, aby uwierzyć.
Bo ostatecznie nie chodzi o to, aby świat podziwiał nas, chrześcijan. Chodzi o to, aby patrząc na nasze życie, mógł dostrzec Tego, w którego wierzymy — Jezusa Chrystusa.
I niech właśnie takie świadectwo płynie również stąd, ze Skoczowa, z tego kościoła, z naszych wspólnot, z naszych domów i z naszych serc.
Aby świat uwierzył.
Amen.
